Natknąłem się na pewien temat forumowy, z którego pozwolę sobie wyciągnąć cytat. Mentis napisał:
(…) Każdy z nas odczuwa bodźce tak samo (przy zbliżeniu rak do ognia odczuwamy ciepło, gdy ukłujemy się szpilką czujemy ból itd.), to czemu są te różnice w odczuwaniu energii ( czyli, że niektórzy czują ciepło inni zimno, zas jeszcze inni mrowienie). Można pomyśleć, czy te energie sie nie różnią. Oznaczało to by, że każdy z nas ma inny typ energii psi.
Na pierwszy rzut oka założenie wydaje się jak najbardziej logiczne, jednak baza, z której próbujemy w tym wypadku wyjść jest całkowicie błedna. Dlaczego? Już wyjaśniam…
Ogień (z którym mamy do czynienia od małego i się do niego przyzwyczajamy) “emituje” energię cieplną, rozpoznawalną przez wyspecjalizowane nerwy w naszym organiźmie - energia psi jest nieco inna - to energia subtelna i nie istnieje fizyczny organ zdolny do jej odczuwania (choć przyznaję, że można na tym polu teoryzować). Z uwagi na uwarunkowania społeczne, nie praktykuje się pracy z tą enerią, toteż z biegiem czasu i w miarę naszego rozwoju zdolność wyczuwania i rozpozwanawia tej energii zanika - nie całkowicie, ale zostaje całkowicie zapominany.
Gdy jednak zaczynamy ponownie po latach praktykować pracę z energią psi, wtedy do naszego organizmu zaczynają docierać bodźce, o których istnieniu organizm nie miał pojęcia - z racji braku wyspecjalizowanych zmysłów i organów do wyczuwania energii psi, nasz umysł pod wpływem tych bodźców głupieje - po prostu nie ma pojęcia, co z tym fantem zrobić. Efektem zaś jest fakt, że energia (choć “smakuje” tak samo) jest interpretowana przez każdy umysł inaczej - zazwyczaj popis daje w tym momencie dominujący zmysł, lub też zmysł, którego reakcji się spodziewany.
W miarę praktyki i zdobywania nowych doświadczeń możemy wstąpić na jedną z dwóch dróg - albo zaczniemy odczuwać energię za pomocą teoretycznego “trzeciego oka”, czyli organu energetycznego specjalizującego się we wszelkich paranormalnych sprawach, czego efektem będzie postrzeganie energii taką, jaką jest naprawdę, bądź też nasze dotychczasowe zmysły wezmą górę i nasz umysł będzie interpretował odczucia energii subtelnej tak, jak inne zmysły odczuwają normalne rodzaje energii.
Jak więc w obliczu tych dwóch dróg możemy stwierdzić, jak naprawdę “smakuje” energia psi? Cóż, logicznym wydaje się stwierdzenie, że na pomoc przyjdzie nam statystyka - po przeprowadzeniu ankiety na szerszej grupie osób pracujących z energią wiele lat i przenalizowaniu tła dla każdej z tych osób jesteśmy w stanie stwierdzić, które odczucia dominują, czego efektem będzie ogólny zarys “właściwości” energii (choć jest to za dużo powiedziane, chodzi bowiem o to, jak ta energia jest zazwyczaj odczuwana). Voila :)
Co więcej, próbując skontrować stwierdzenie Mentisa mogę również powiedzieć, że nie jest prawdą, że każdy z nas odczuwa bodźce tak samo - jedni odczuwają więcej, inni mniej - inni zaś nie czują nic (niewidomi, głusi). Co więcej, nikt nie może powiedzieć z pewnością stu procentową, że odczuwa ból w identyczny sposób jak ja :). Stwierdzenie takie jest absurdalne, jeśli wiecie o co mi chodzi.