Archiwum kategorii ‘Sceptycyzm’
James Randi traci zapał do pracy?
Jak można wyczytać zarówno na zagranicznych stronach parapsychologów, jak i w oficjalnych mediach Fundacji Edukacyjnej Jamesa Randiego, słynne “Wyzwanie” przestanie być wyzwaniem 6 marca 2010 roku, w 12 lat po ustanowieniu nagrody.
Przypomnijmy – James Randi, ex-magik, iluzjonista (nie jest naukowcem, jak niektórzy niedoinformowani sądzą) założył fundację “edukacyjną” i zaoferował nagrodę pieniężną w wysokości miliona dolarów osobie, która udowodni istnienie zjawisk parapsychicznych. Póki co – nikt się nie zgłosił. Po 6 marca 2010 roku nikt się już nie będzie musiał zgłaszać, a Randi będzie triumfował, bowiem nikt nie udowodnił zjawisk parapsychicznych – ergo, te nie istnieją.
Nie ukrywajmy jednak, że wokół Fundacji, jak i wokół samego Randiego krąży wiele nieścisłości. Po pierwsze – sama sprawa miliona w gotówce. Tysiące, jeśli nie miliony ludzi jest przekonanych, że po udowodnieniu wiadomo czego dana osoba wychodzi z milionem dolarów w gotówce – lub conajmniej z czekiem lub pieniędzmi przelanymi na konto. Cóż, niezupełnie – prawda jest taka, że tych pieniędzy tak naprawdę nie ma. Racja, milion jest – ale w obligacjach, nie w gotówce. Zwycięzca Wyzwania co miesiąc otrzymywał by po prostu pensję, aż po kilkudziesięciu latach uzbierałaby się odpowiednia sumka miliona dolarów – oczywiście sumka ta uzależniona jest od kursu dolara, więc jeśli za rok dolar będzie kosztował 0,1 grosza, a zwycięzca byłby Polakiem, to coś cienka to wypłata. To jednak nie wszystko – nagrodę ktoś sponsoruje – oczywiście są to firmy prywatne. A jeśli te firmy zbankrutują, to automatycznie ich część “miliona” przepada – a co, jeśli nagle za rok wszyscy sponsorzy zbankrutują? Czy warto się tak męczyć, jeśli nawet udowodnienie swoich zdolności przed oczyma Randiego i publiki niczego nie zmieni? W nauce jest tak, że to prawdy dochodzi się setkami testów, jeden pokaz – na pokaz u ex-magika niczego nie zmienia. Prawda jest taka, że poważni naukowcy nie mają w wielkim poważaniu osoby Randiego.
Randi był pewien (i wciąż utrzymuje), że poważni naukowcy nie są zainteresowani jego Wyzwaniem – tymczasem dla przykłądu doktor Dick Bierman (doktorat z fizyki) kontaktował się z Randim w sprawie wiadomego wyzwania, utrzymując, że udało się mu powtórzyć psioniczny eksperyment doktora Deana Radina. Po zaproponowaniu przez Biermana eksperymentu, Randi postanowił skonsultować się ze swoimi doradcami naukowymi. I na tym się skończyło :).
Randi nie raz urywał kontakt z zainteresowanymi nagrodą czy zmieniał zasady, które sam ustanawiał. Z tego co mi wiadomo, nikt w całej historii nie przeszedł nawet wstępnych testów – nawet w oczach prawdziwych naukowców zasady i wymagania narzucane przez Randiego są, delikatnie rzecz mówiąc, zawyżone i nie fair. Jedną z kolejnych nieścisłości jest “zasada numer 14″ – mówi ona jasno, że:
This prize will continue to be offered until it is awarded. Upon the death of James Randi, the administration of the prize will pass into other hands, and it is intended that it continue in force.
Co w wolnym tłumaczeniu znaczy:
Nagroda będzie trwać dopóki nie zostanie zdobyta. Po śmierci Jamesa Randiego, zarządzanie nagrodą zostanie przekazane w inne ręce.
Tymczasem sprawa jest dosyć jasna – po 6 marca 2010 roku Randi będzie mógł zrobić z tym milionem co tylko zechce. Wygląda na to, że już się przyzwyczaił do naginania swoich własnych zasad.
Prawda jest taka, że Randi po prostu znalazł sposób, aby dobrze zarobić i stać się sławnym kosztem innych – zarówno parapsychologowie, psionicy jak i profesjonalni naukowcy nie darzą jego osoby szacunkiem – i nie ma się co dziwić.
Po więcej informacji zapraszam na tę stronę.
Pseudo-sceptycy wciąż w żałosnym natarciu [czyli "Psion dealing with sceptic - a guide-to]
Jak to ujął kiedyś Tass – “jesteśmy starej daty” lol. Chodzi tutaj o podejście do sceptycyzmu. Bowiem wyróżniamy dwa rodzaje sceptycyzmu – ten zdrowy “sceptycyzm” i ten chory “pseudo-sceptycyzm”.
Sceptykiem jest osoba, która nie wie, czym jest prawda – a raczej nie wie, co jest prawdą. Czyta, szuka, bada, doświadcza i robi to wszystko tylko po to, aby wyrobić swoje własne zdanie w zdrowy sposób. Nie przyjmuje z góry danego założenia, że coś jest prawdą albo kłamstwem. Zdrowy sceptycyzm objawia się właśnie dążeniem do prawdy.
Pseudo-sceptyk to natomiast osoba, która już sobie ustaliła, co jest prawdą. Niestety, nie zrobiła tego metodą prób i błędów, eksperymentów i doświadczeń. Po prostu wstała rano i powiedziała sobie “to będzie prawdą, a to będzie kłamstwem”. Co więcej, postawiła sobie za cel przekonywanie innych ludzi do swoich racji. Pseudo-sceptycyzm to inaczej sceptycyzm fanatyczny.
Co do psioniki jest jeszcze jedno podejście – fanatyczne. Tzn. dana osoba bez eksperymentów ustaliła sobie, że psionika jest prawdą i nie potrzeba dowodów, bo jest prawdą i basta.
Ani podejście drugie, ani trzecie nie jest podejściem zdrowym. Jest raczej (albo napewno) podejściem chorym. Tylko prawdziwy sceptyk jest w stanie osiągnąć sukces w psionice. Zdziwieni? Już tłumaczę dlaczego tak jest…
Sceptyk dowie się o psionice, poczyta na ten temat, spróbuje swoich sił i nie zniechęci się po kilku nieudanych próbach. Nie zniechęci się też słysząc swoich pseudo-sceptycznych kolegów twierdzących, że oszalał. Uporczywie będzie dążył do poznania prawdy, ostatecznie ucząc się zdolności i udowadniając sobie samemu realność zjawiska psioniki. Nawet jeśli na tym skończy swoja przygodę z psi, to będzie zadowolony, bo metodą prób i błędów sam doszedł do prawdy.
Fanatyk jak to fanatyk – uwierzy bez dowodów i jeszcze będzie szerzył swoje racje. Pseudo-sceptyk to natomiast ciekawy przypadek. Ma wyrobione zdanie – bez dowodów, bez eksperymentów, bez niczego jest w stanie powiedzieć, co jest prawdą a co kłamstwem (niesamowita zdolność, gdybym ja tak umiał lol). Gdzie się tylko da będzie próbował wmawiać ludziom swoje racje i przekonania – oczywiście jedynym dowodem dla niego na nieistnienie danego zjawiska będzie lakoniczne stwierdzenie “nie ma dowodów na realność tego zjawiska”. Czyli jakby nie było nie jest w stanie potwierdzić, że coś jest kłamstwem. Najgorszym jest to, że cały czas będzie żądał dowodów na nasze teorie, samemu nie potrafiąc przedstawić czegokolwiek na poparcie swoich twierdzeń.
Będzie żądał potwierdzenia naszych potwierdzeń, będzie zbyt leniwy aby samemu czegoś poszukać, wciąż będzie potwarzał, że nie ma dowodów, będzie żądał testów, dowodów przy okazji twierdząc, że nie ma dowodów i… No, rozumiecie już :).
Co może zrobić w takiej sytuacji psionik? Zignorować :). Niestety, taka jest prawda, z pseudo-sceptykiem się nie wygra. Można na początku powiedzieć mu, aby zmienił swoje nastawienie (choć to niewiele zmieni) i zostawić go ze swoimi przekonaniami, bo niczego poza tym się zrobić nie da. Jeśli zażada dowodów, należy go olać, jeśli będzie się awanturował, należy go zignorować. I to jest najskuteczniejsza technika.
Dlaczego o tym napisałem? Zaglądnąłem kilkanaście minut temu na paranormalne.pl, gdzie cały czas toczy się bój – a raczej pseudosceptycy toczą bój. Od lat to samo, bez zmiany. Doszedłem więc do wniosku, że warto by o tym napisać, kończąc wyjątkowo płytkim, ale jednocześnie wymownym zdaniem: “Pseudosceptycy wszystkich krajów – gońcie się!”
