PsiLinks zamknięte!
Jak donoszą nasi zachodni korespondenci, znana w światku psionicznym witryna Psi-Links została dziś zamknięta, rzekomo za prowadzenie nielegalnej działalności internetowej. Jak podają nasi informatorzy, właściciel strony, Christhoper K., pseudonim “Apollo”, nie jest dostępny drogą internetową od około dwóch tygodni.
Warto w tym miejscu wspomnieć, że w ciągu ostatnich tygodni dało się na forum Psi-Links wyczytać, jakoby witryna ta miała podkładac tak zwane “Google Bomb” dla lepszego pozycjonowania, rzekomo również prowadziła wojnę cybernetyczną z organizacją 7th Chan.
Trzeba jeszcze dodać, ze redakcja Archiwów Tassadara zdementowała pogłoski, jakby donos na witrynę Psi-Links pochodził od nich ;).
Podstawy telepatii
Tak więc, po spędzeniu wielu godzin powtarzając odpowiedzi na pytanie: „Jak wysyłam komuś kogo nigdy wcześniej nie spotkałem?” po raz któryś, każdego dnia w tygodniu na IRC’u zdecydowałem się by napisać artykuł, jeśli chcesz to tak nazwać. Tak więc, nie jestem ekspertem w tej sprawie, ale praktykuję telepatię dłużej niż inni. Jestem dużo lepszy niż kiedykolwiek.
Na początek, szybko streszczę Ci podstawy telepatii. Mamy dwa elementy: wysyłanie i odbieranie. Bez kogoś kto może wysyłać telepatyczne wiadomości nie możesz komunikować się telepatycznie. Tak samo, bez kogoś kto mógłby odebrać wiadomość, nie możesz się komunikować telepatycznie. Więc, wymagani są obaj – nadawca i odbierający (powodem tego krótkiego akapitu jest to, że ludzie obwiniają samych siebie za niepowodzenia i kończą szybciej niż zaczęli).
Teraz, wyjaśnienie części nadawania. Są dwa typy wysyłania: jeden, bardziej bezpośredni, „wysyłanie bezpośrednie” (z ang. Direct Sending) . Wymaga to od ciebie jakiegoś typu podłączenia się albo prostej ścieżki by wysłać pożądaną przez ciebie wiadomość. Połączenie czy ścieżka jest zaledwie drogą by „dostroić się” do twojego celu. Sama świadomość tego, że będziesz wysyłał do specyficznej osoby może nie wystarczyć. Inną, szerszą formą telepatii, jest „transmitowanie” (z ang. „Broadcasting” ). Przy emitowaniu, wysyłasz pożądaną wiadomość we wszystkich kierunkach. W emitowaniu „celem” jest duża grupa ludzi.
Wysyłanie Bezpośrednie
By bezpośrednio wysłać do kogoś wiadomość, będziesz musiał „odnaleźć” tą osobę na poziomie telepatycznym. Może to być osiągnięte zaledwie poprzez ekranowe skupianie się na imieniu lub przezwisku. Przypuszczam, że to działa jak remote viewing, koordynuje prace. Podczas powtarzania przezwiska lub skupiania się na nim będziesz próbował wypchnąć swoją świadomość na zewnątrz. Samo w sobie jest to trudne do opisania. Jednakże z praktyką i odrobiną szczęścia będziesz w stanie się tego pozbyć.
Po tym jak znalazłeś swój cel i zupełnie komfortowo „czujesz” go, zacznij przygotowywać się do wysyłania poprzez skupianie się podczas utrzymywania połączenia z celem na obiekcie do wysłania. Dla przykładu, myślę o niebieskim trójkącie, jeśli gram w kolory i kształty na IRC’u. Po przyswojeniu sobie pożądanego obiektu do wysłania, wizualizuję sobie, że pcham pożądany obiekt na cel. Zazwyczaj, tworzyłem mentalny obraz obiektu w czasie kiedy się łączyłem oraz wizualizowałem sobie małą drogą w ich czołach prowadzącą do ich mózgów. Widziałem pożądany obiekt, podróżujący drogą, aż w końcu docierający do ich głów.
Jeśli obiekt jest wystarczającą czuły by zebrać wysłane informacje, otrzymają jakiś rodzaj mentalnego obrazu. Opiszę więcej jak odbierać, po tym jak zajmę się emitowaniem.
Transmitowanie
Transmitowanie, jak powiedziałem, jest szerszą formą telepatycznego wysyłania. Jest generalnie używane podczas grania z czterema lub więcej oso bobami. Z powodu natury emitowania odbiorca musi być bardziej „agresywny” w sposobie, w którym otrzymuje. Odbiorca może wymagać „przeniesienia” do twojej lokalizacji. Jednakże, jeśli jesteś w stanie skoncentrować się na wielu osobach jednocześnie, nie powinieneś mieć problemów z dostrojeniem się do nich i nie będą musieli stawać się bardziej agresywni w ich metodach odbioru.
Teraz właściwe nadawanie. Pomimo, że jest nieco trudniejsze to jest znacznie prostsze niż wysyłanie bezpośrednie. Trudniejsze tylko dlatego, że wielkość wymagana do oddziaływania na ludzi wokoło może być dość duża. Kiedy chcesz wykonać nadawanie, wybierz pożądany obraz. Ponownie posłużę się przykładem z gry „kolory i kształty”, w którą gramy na IRC’u. Zaledwie wizualizuj sobie pożądany kolor i kształt. Sugeruję nie wyobrażać sobie Ziemi latającej w przestrzeni, jeśli wybrałeś „niebieską kulę” jako swój kształt.
Po wybraniu pożądanego kształtu i zwizualizowaniu go, wypchnij swoją świadomość na zewnątrz w koło. Musisz utrzymać pożądany kształt/kolor w głowie podczas wykonywania tego ćwiczenia. Teraz twoi przyjaciele powinni stać się bardziej „agresywni” ponieważ będziesz na względnie ”małym” dystansie. Inną metodą jakiej możesz potrzebować jeśli jesteś w stanie bardziej się koncentrować może być skupianie się na wszystkich celach i wysyłanie im kształtu/koloru. Podczas, gdy jest to tym „samym” co telepatyczne wysyłanie, tyle że ma większy „zasięg”, więc będę rozważać czy jest to emitowanie.
Jak efektywne będzie każda z nich, zależy od twojej umiejętności do wysyłania, jeśli nie potrafisz wysłać wartości monety, nie będziesz w stanie wysłać żadnej z nich.
Teraz zajmiemy się metodami odbierania:
Na IRC’u, podczas grania w nasze gry zazwyczaj był jeden nadawca. Więc, jeśli ćwiczysz na IRC’u, prawdopodobnie będziesz musiał wiedzieć jak być lepszym odbiorcą niż nadawcą. Dlatego będziesz wykonywał odbierani częściej niż cokolwiek innego. Są dwie formy odbierania: ‘bezpośrednie odbieranie”, w którym ktoś bezpośrednio do ciebie wysyła oraz „agresywne odbieranie”, kiedy ktoś emituje i musisz zebrać treść.
„Bezpośrednie” Odbieranie
Do bezpośredniego odbierania wymagane jest jakiś rodzaj połączenia. To połączenie idzie od nadawcy do celu – ciebie, jeśli o to chodzi.
By odebrać wiadomość jaką nadawca do ciebie pcha, musisz spróbować zdać sobie sprawę z telepatycznych sygnałów wokół ciebie. By to zrobić musisz „rozszerzyć swoją świadomość”. Łatwiej powiedzieć niż wytłumaczyć. To jest jak wypychanie na zewnątrz twojego umysłu i rozszerzanie pola wokół ciebie, by uformować miękką „sieć. Po pewnej praktyce, będziesz w stanie właściwie złapać nadchodzące wiadomości i przekserować je.
„Agresywne” Odbieranie
Podczas tego odbierania musisz połączyć się z celem lub udać się do niego mentalnie. Teraz po znalezieniu się obok lub połączeniu się z celem, będziesz chciał usłyszeć wiadomość od tej osoby. Jeśli będzie skupiona na kształcie i kolorze do wysłania to będzie to jak ogólny hałas wokół tej osoby zdominowany przez ten kształt/kolor. Po krótkim czasie będziesz w stanie zobaczyć pożądany kształt i kolor.
Pamiętaj, że takie rzeczy jak wysyłanie i odbieranie są dwoma aspektami telepatii i „podkategoriami”. To samo jest z odbieraniem i „agresywnym odbieraniem”.
Artykuł SheepKinga, tłumaczenie: MaterX
Słowem o psychokinezie
Ile to razy się spotkałem na różnych stronach internetowych ze sformułowaniami “elektrokineza, pirokineza, kriokineza, umbrakineza, kiszkokineza” itp. Bez przesady, ileż można? We współczesnej psionice nie obowiązuje już nawet pojęcie telekinezy – wszystkie sytuacje, w których obiekt poruszany jest bez widocznej przyczyny nazywamy jednym słowem – psychokinezą.
Psychokinezę natomiast dzieli się na Makro i Mikro – ta pierwsza to poruszanie obiektów, które widzimy gołym okiem – psiwheel, ołówki, krzesła, pociągi – no dobra, może przesadziłem z tymi dwoma ostatnimi :). Mikro Psychokineza to natomiast oddziaływanie na zdarzenia losowe – generowane losowo liczby, kostki do gry, karty itp.
Wszelkie dalsze podziały na elektro, piro, krio itp. są całkowicie bez sensu, a co więcej – są śmieszne ;). Zresztą, co tu dużo pisać – ja nie wezmę na poważnie osoby krzyczącej, że praktykuje umbrakinezę (tak, tak – a ja wpływam na jelita siłą umysłu – kiszkokineza).
Gdy początki są trudne
Wiele razy spotkałem się z sytuacją, w której dana osoba narzekała, że mimo czytania poradników po dwadzieścia czy nawet trzydzieści razy (przenośnia, heh), to nie jest w stanie stworzyć nawet najmniejszego psiballa. Rzekomo – nic nie pomaga…
Przez lata nauczyłem się, że nie wystarczy czytać poradników – tyczy się to dowolnej dziedziny życia – nie wyrobisz sobie mięśni tylko czytając, jak należy robić pompki (na wydechu lol). Chcesz coś osiągnąć w psionice – musisz ćwiczyć. Zresztą, jeśli chcesz nauczyć się czego kolwiek, to musisz ćwiczyć – praktyka czyni mistrza (practice make perfection, umm, vaja dela mojstra?). Bez tego nic nie osiągniesz – zwłaszcza w psionice.
Gdy tak czytam sobie różne “narzekania” młodych adeptów psioniki, to bardzo często znajduję pomocne rady “bardziej rozwiniętych” – że trzeba medytować, rozkręcać czakry itp, itd. Choć wierzę w dobre intencje “radzących”, to jednak sam stwierdzam, że nic z tych rzeczy nie jest potrzebne. Jasne, medytacja się przydaje – pozwala odpocząć. Ale do rozwijania zdolności psionicznych ani medytacja, ani rozwój czakr nie są w ogóle potrzebne.
To tak, jakby ktoś kazał człowiekowi nauczyć się świętych tekstów, aby ten mógł pojechać do Irlandii pracować przy zmywaku. Nie tędy droga – jedyne, czego potrzeba to praktyka, praktyka, praktyka – więc ćwicz, ćwicz, ćwiczy, a sukces w psionice osiągniesz – i nie tylko w niej – bo praktyka czyni mistrza.
Psionika – Jak zacząć
Wiele osób, które styka się z psioniką i postanawia się jej nauczyć staje przed dylematem – co najpierw. Częściej nawet sytuacja wygląda tak, iż osoba chce się nauczyć np. psychokinezy, co nie jest dobrym wyborem dla początkujących i tym sposobem odnosi wrażenie, że psionika jest niemiłosiernie trudną dziedziną. Artykuł ten ma na celu pokazanie, czego najlepiej uczyć się na początku, oraz że podstawy wcale nie są takie monotonne jak mogłoby się wydawać.
Zanim zacznie się praktykować psionikę dobrym pomysłem jest co nieco o niej poczytać, o istocie psioniki, o filozofii, o subkulturze psioników, a także o wszelkiej maści zdolnościach. Jest to swoisty trening na sucho. Więc czytać, czytać…
No dobra, wiecie już, że dobrze jest czytać. W ogóle jak to ujął Maverick – wiedza to potęga. Warto cały czas rozwijać swoją wiedzę w danej dziedzinie, nie tylko w psionice. Jednak skupmy się na pociągu do wiedzy psionicznej. Czytajcie artykuły, szukajcie nowych tekstów, poradników, newsów, znajomości, rozmawiajcie o psionice z innymi psionikami, adeptami czy teoretykami, zdobywajcie wiedzę zarówno teoretyczną jak i praktyczną, bo zdobywanie wiedzy i ciągłe uczenie się jest podstawą w psionice.
Przejdźmy teraz do tego, co tygryski lubią najbardziej, mianowicie do praktyki. Tyle zdolności, tyle pojęć, tyle rzeczy. Od czego tu zacząć ? Wielu ludzi zaczyna od psychokinezy, albo od telepatii… Są to jednak nieco bardziej zaawansowane rzeczy (jednak nie tak zaawansowane jak mogłoby się wydawać). Często wysiłki takich adeptów spełzają na niczym, a to dlatego, że nie przerobili podstaw. A podstawy to manipulacja energią, konstrakty i tarcze.
Wydawać by się mogło, zwłaszcza dla początkujących, że te całe podstawy są nudne. No właśnie wręcz przeciwnie. No dobra, może i są nudne, ale za to potrzebne. Trzeba sobie uświadomić, że bez podstaw daleko się nie zajdzie, a nawet jeśli to i tak dojdziemy do etapu, w którym okaże się, że te wydawałoby się podstawowe rzeczy okazują się potrzebne jak diabli. Taki np. adept telepatii, ćwiczy i ćwiczy i nagle okazuje się, że opanował w sporym stopniu tę zdolność. No i jednocześnie okazuje się, że nie potrafi jej opanować, wysyła swe myśli, czasem prywatne i niezbyt kulturalne wszędzie wokoło, a także odbiera myśli setek ludzi ze swojego otoczenia. W tym momencie myśli, jaka to przydatna byłaby tarcza, jednak nie potrafi jej stworzyć, bo nie opanował jej na początku. Zanim się nauczy je tworzyć miną tygodnie, a nawet miesiące, w których będzie co chwile nękany swoją zdolnością. Każdy kij ma dwa końce, o tym należy zawsze pamiętać.
Od czego więc zacząć – najpewniej od manipulacji energią. A zgodnie ze szkołą Peebraina najlepiej zaliczyć jednocześnie psi-balle i odczuwanie energii. Właśnie tak, ucząc się tworzyć psi-balle nauczymy się jednocześnie manipulacji energią i jej wyczuwania. A jaka w tym frajda jest, czasem nieświadomie można stworzyć widocznego psi-balla – jak to satysfakcja. Sam fakt, że tworzymy tą mała energetyczną kulkę i nagle zaczynamy coś czuć między rękoma sprawia radość, więc warto tą umiejętność praktykować i czerpać z tego przyjemność.
Tarcze tworzymy poprzez odpowiednie manipulacje energią. I tutaj przydaje nam się doświadczenie z tworzeniem psi-balli. Np. Rainsong zawsze powtarzała, że tarcza to taki większy psi-ball, więc jeśli mamy go opanowanego to opanowanie dobrych tarcz jest tylko kwestią czasu. W przypadku tych konstraktów ciężno znaleśc coś, co sprawia radochę. No chyba, że bierzemy pod uwagę sam fakt tworzenia tarcz. Prawda jest taka, że tarcze nie są dodatkiem w psionice – one są koniecznością. Gdy praktykujemy jakąkolwiek umiejętność psioniczną automatycznie stajemy się wrażliwi na odczuwanie energii. I to „wyczucie” jest coraz bardziej wrażliwsze w miarę naszych postepów. A gdy jesteśmy wrażliwi na odczuwanie energii to możemy niektóre jej rodzaje czy też źródła poczuć wyjątkowo dotkliwie. Np. zwykły człowiek może zupełnie zignorować skanowanie przez psionika, my natomiast możemy to wyjątkowo silnie poczuć, a wtedy nie jest już tak przyjemnie.
Dlatego też każda szkoła myśli uczy, że tworzenie tarcz jest jedną z podstawowych umiejętności psionicznych, są wręcz koniecznością jeśli na poważnie myśli się o praktykowaniu psioniki. Tak więc psi-ball zaliczony, więc brać się za tarcze.
Kolejnym etapem jest już coś, co wg mojej własnej szkoły myśli nazywam wybieraniem specjalizacji. Po prostu gdy już opanowaliśmy manipulacje energią na poziomie podstawowych konstraktów i tworzymy sprawne tarcze możemy zając się czymś konkretniejszym. Tutaj właśnie przychodzi czas na psychokinezę, telepatię czy remote viewing. I w tym momencie mamy już wolną rękę.
Tak więc pamiętajcie – manipulacja energią, czyli psi-balle najlepiej, potem tarcze, a dopiero potem reszta. Wtedy można się czuć zarówno bezpiecznie jak i mieć pewność siebie, bo wiemy, iż gdy opanowaliśmy podstawy jesteśmy w stanie szybciej i sprawniej osiągać sukcesy w bardziej zaawansowanych zdolnościach. Tak więc powodzenia w ćwiczeniach i pamiętajcie, że ważnym jest zdobywanie wiedzy, ważnym jest ciągła nauka. Ave adepci.
Psionika a religia
Zachęcony komentarzami niejakiego Tarzana (które nomen omen wyglądają na prowokację) postanowiłem napisać na tenże temat, bowiem stosunek i relacje psionika-religia mogą być dla niektórych osób ważne. Jako, że blog prowadzony jest po polsku, pozwolę sobie odnieść się w 99% do religii katolickiej takiej, jaka funkcjonuje w Polsce.
Prawda jest taka, że temat jest dosyć zróżnicowany, są bowiem księża wierzący i nawet badający zjawiska parapsychiczne, są też tacy, dla których muzyka techno i czarny kolor ubioru to oznaki opętania przez demony (choć już czarna szata kapłana jest czystym przypadkiem). Nie ukrywajmy jednak faktu, że psionika – choćby jak naukowa i jak często badana w laboratoriach – to jednak w oczach kościoła katolickiego w Polsce jest praktyką okultystyczną – ergo, satanistyczną.
Na nic zdadzą się tłumaczenia, że psionika to w głównej mierze wykorzystywanie “dodatkowych zmysłów” do lepszego poznawania innych ludzi i otaczającego nas świata. Na nic tłumaczenia, że psionicy nie odprawiają czarnych mszy, nie gwałcą dziewic, nie mordują i nie jedzą kotów na cmentarzu w świetle księżyca, a tymbardziej nie są agresywnymi ludźmi – wręcz przeciwnie, psionika dla młodych ludzi jest sposobem odreagowania stresów w nieinwazyjny dla innych sposób.. Wg. kościoła wszystko, co nie zgadza się z naukami świętych pism, propaguje praktykowanie obrzędów czy praktyk magicznych itp. – jest po prostu okultyzmem, który należy wyniszczyć. I to mówią ludzie odprawiający msze i wygłaszający modlitwy (po kolei: obrzędy i czary).
Mój punkt widzenia jest jasny – jeśli ktoś chce się zająć psioniką, ten powinien darować sobie wszystkie religijne sprawy, lub conajmniej odsunąć je na bok, i zacząć samodzielnie myśleć. Jest to jednak tylko moje prywatne zdanie, dla tych, dla których zarówno religia, jak i bóg (lub Bóg) są ważnymi elementami życia, dla tych proponuję pomyśleć w ten sposób – skoro zdolności psioniczne istnieją, to przecież jak wszystko zostały nam dane przez Boga, prawda? Więc Bóg chciał, żebyśmy się nimi posługiwali.
Na koniec pamiętajcie – jest wielka różnica między wyznawaniem religii, a wiarą w Boga.
PS: Chciałbym zauważyć, że dokonując pewnych opisów/porównań wcalę nie twierdzę, że osoby praktykujące różne techniki okultystyczne, czy też osoby uważające się za prawdziwych satanistów – postępują w przedstawiony sposób w rzeczywistości. Całość opisów/porównań ma na celu przedstawienie poglądów konserwatywnej części kościoła katolickiego w Polsce.
James Randi traci zapał do pracy?
Jak można wyczytać zarówno na zagranicznych stronach parapsychologów, jak i w oficjalnych mediach Fundacji Edukacyjnej Jamesa Randiego, słynne “Wyzwanie” przestanie być wyzwaniem 6 marca 2010 roku, w 12 lat po ustanowieniu nagrody.
Przypomnijmy – James Randi, ex-magik, iluzjonista (nie jest naukowcem, jak niektórzy niedoinformowani sądzą) założył fundację “edukacyjną” i zaoferował nagrodę pieniężną w wysokości miliona dolarów osobie, która udowodni istnienie zjawisk parapsychicznych. Póki co – nikt się nie zgłosił. Po 6 marca 2010 roku nikt się już nie będzie musiał zgłaszać, a Randi będzie triumfował, bowiem nikt nie udowodnił zjawisk parapsychicznych – ergo, te nie istnieją.
Nie ukrywajmy jednak, że wokół Fundacji, jak i wokół samego Randiego krąży wiele nieścisłości. Po pierwsze – sama sprawa miliona w gotówce. Tysiące, jeśli nie miliony ludzi jest przekonanych, że po udowodnieniu wiadomo czego dana osoba wychodzi z milionem dolarów w gotówce – lub conajmniej z czekiem lub pieniędzmi przelanymi na konto. Cóż, niezupełnie – prawda jest taka, że tych pieniędzy tak naprawdę nie ma. Racja, milion jest – ale w obligacjach, nie w gotówce. Zwycięzca Wyzwania co miesiąc otrzymywał by po prostu pensję, aż po kilkudziesięciu latach uzbierałaby się odpowiednia sumka miliona dolarów – oczywiście sumka ta uzależniona jest od kursu dolara, więc jeśli za rok dolar będzie kosztował 0,1 grosza, a zwycięzca byłby Polakiem, to coś cienka to wypłata. To jednak nie wszystko – nagrodę ktoś sponsoruje – oczywiście są to firmy prywatne. A jeśli te firmy zbankrutują, to automatycznie ich część “miliona” przepada – a co, jeśli nagle za rok wszyscy sponsorzy zbankrutują? Czy warto się tak męczyć, jeśli nawet udowodnienie swoich zdolności przed oczyma Randiego i publiki niczego nie zmieni? W nauce jest tak, że to prawdy dochodzi się setkami testów, jeden pokaz – na pokaz u ex-magika niczego nie zmienia. Prawda jest taka, że poważni naukowcy nie mają w wielkim poważaniu osoby Randiego.
Randi był pewien (i wciąż utrzymuje), że poważni naukowcy nie są zainteresowani jego Wyzwaniem – tymczasem dla przykłądu doktor Dick Bierman (doktorat z fizyki) kontaktował się z Randim w sprawie wiadomego wyzwania, utrzymując, że udało się mu powtórzyć psioniczny eksperyment doktora Deana Radina. Po zaproponowaniu przez Biermana eksperymentu, Randi postanowił skonsultować się ze swoimi doradcami naukowymi. I na tym się skończyło :).
Randi nie raz urywał kontakt z zainteresowanymi nagrodą czy zmieniał zasady, które sam ustanawiał. Z tego co mi wiadomo, nikt w całej historii nie przeszedł nawet wstępnych testów – nawet w oczach prawdziwych naukowców zasady i wymagania narzucane przez Randiego są, delikatnie rzecz mówiąc, zawyżone i nie fair. Jedną z kolejnych nieścisłości jest “zasada numer 14″ – mówi ona jasno, że:
This prize will continue to be offered until it is awarded. Upon the death of James Randi, the administration of the prize will pass into other hands, and it is intended that it continue in force.
Co w wolnym tłumaczeniu znaczy:
Nagroda będzie trwać dopóki nie zostanie zdobyta. Po śmierci Jamesa Randiego, zarządzanie nagrodą zostanie przekazane w inne ręce.
Tymczasem sprawa jest dosyć jasna – po 6 marca 2010 roku Randi będzie mógł zrobić z tym milionem co tylko zechce. Wygląda na to, że już się przyzwyczaił do naginania swoich własnych zasad.
Prawda jest taka, że Randi po prostu znalazł sposób, aby dobrze zarobić i stać się sławnym kosztem innych – zarówno parapsychologowie, psionicy jak i profesjonalni naukowcy nie darzą jego osoby szacunkiem – i nie ma się co dziwić.
Po więcej informacji zapraszam na tę stronę.
Sobotni “przegląd prasy”
Tak jak wspomniałem, pora na pierwszy na tym blogu “przegląd prasy”. Co słychać w zagranicznej społeczności psionicznej? No nie powiem, mimo wielkiego kryzysu porównywalnego z tym dręczącym Stany Zjednoczone na początku ubiegłego wieku, to w społeczności psionicznej dzieje się całkiem dużo. Na pierwszy ogień może zacznę od tym smutniejszych wiadomości.
Znany wielu United Psionics Club (Klub Psioników Zjednoczonych) w styczniu 2008 roku zakończył swoją działalność. Serwis znany ze swojego profesjonalnego i naukowego podejścia do psioniki został zamknięty po tym, jak główny administrator zniknął, nie płacąc rachunków. Jest to wielka strata dla psionicznego światka w sieci, który z dnia na dzień się zmniejsza.
Podobny los spotkał niestety PsiStudies, bardzo dobrą stronę dla początkujących – jej administrator, Gonzo, postanowił zamknąć ją z błahego powodu – nie dostawał nic w zamian za jej prowadzenie, jego komputer już nie wyrabiał, a ostatnie ataki Chanów ostatecznie wpłynęły na jego decyzję. Zapewne nie wszyscy wiedzą, że PsiStudies miało serwery w iście hardcorowym stylu – serwerem był po prostu komputer administatora działający 24 godziny na dobę – cóż za poświęcenie.
Z tych dobrych wiadomości można wymienić przeprowadzkę PsiWorld na nowe serwery – co prawda wciąż darmowe, jednak dające więcej możliwości. PsiWorld administrowany przez JediKaren należy do najprężniej rozwijających się serwisów poświęconych psionice, jakie aktualnie istnieją.
PsionicsOnline.net obchodzi swoje pierwsze urodziny – serwis w nowej formie istnieje już rok, a z okazji rocznicy został zorganizowany konkurs – szczegóły można przeczytać na forum PsionicsOnline.net.
Wielkie zmiany szykują się również na PsiLinks.net – administrator, Apollo, poinformował, że pisana jest nowa wersja silnika – wśród zaplanowanych zmian można wyróżnić lepszą optymalizację i przyjazność użytkownikowi, integrację z forum, system tagów, czy zmiany wpływające na pozycjonowanie witryny (a jak wiadomo dobra pozycja witryny PsiLinks to lepsza pozycja witryn w bazie).
To tyle jeśli chodzi o dzisiejszy przegląd prasy, zapraszam później…
Aktualizacja
No nie powiem, trochę tego czasu minęło, kiedy to Thor napisał ostatni wpis. Tymczasem dzisiaj znalazłem w skrzynce login i hasło, szybka konfiguracja, rzut okiem na co ważniejsze ustawienia i możemy zacząć pisać. A co takiego? Może nie będę dalej ciągnął… gromowładnych zapisków z treningu, za to spróbuję od czasu do czasu napisać jakieś newsy związane z międzynarodową społecznością psioniczną.
Ci, którzy mieli okazję kiedykolwiek kręcić się wokół Polskiego Vortalu Psioniki, zapewne do strzału rozpoznają mój styl pisania. No cóż, jak tam wam leci? Bo mi bardzo dobrze :). A Ci, którzy nie wiedzą o co “kaman” to może to i lepiej?
Aktualnie, jeśli ktoś miałby ochotę napisać jakiś wpis na niniejszą stronę to zapraszam… muszę tylko ustanowić bezpieczną skrzykę kontaktową. No, to chyba tyle… Zapraszam więc do krótkiej lektury, jak z bloga zrobić “serwis” newsowy.
Gdzie leży przyszłość?
Przeglądając sobie polskie strony choć trochę nawiązujące do psioniki zaczynam się zastanawiać, gdzie leży przyszłośc psioniki w Polsce. Powoli zaczynam podzielać zdanie Fenixa (niestety) i zaczynam również rozumieć, dlaczego skupił się na rozwoju społeczności na zachodzie. Tam ona istnieje – u nas niekoniecznie.
U nas aby stworzyć stronę, która będzie odwiedzana przez ludzi, którzy potem będą się zamieniać w “adeptów” psioniki, potrzeba webmastera – ci zazwyczaj sie cenią i trudno jest znaleźć takiego, który byłby zainteresowany psioniką i chciałby zrobić stronę. Tam na zachodzie wystarczy strona na darmowym serwerze i podstawowa znajomość htmla. Na ten moment nie ma takiego webmastera, który byłby czymś takim zainteresowany.
Trochę znam się na grafice, ale wszystkie kody itp to nie moja specjalność. Dlatego moja własna wizja społeczności psionicznej w polsce to zdecydowanie blogi psioniczne, których autorzy skupieni są na jednym sporym forum dyskusyjnym, na którym zachowana jest kultura i idea wzajemnej pomocy (no dobra, przyznaję się, to nie jest moja wizja – ale twórca nie ma nic przeciwko jej rozpowszechnianiu).
Forum mamy, blog jest jeden. No trochę mało :). Uważam, że tak jest lepiej – na forum się dyskutuje, pomaga itp., na blogach natomiast prezentuje się własne doświadczenia związane z osobistym rozwojem psionicznym, własne eksperymenty itd. Co chcesz powiedzieć to piszesz, nie zaśmiecając forum ograniczonego regulaminami.
Czy to nie jest świetne rozwiązanie? Forum to Polski Vortal Psioniki i wokół niego można spokojnie zbudować sporą sieć blogowo-psioniczną. To kto jest chętny do realizacji tej wizji? He he
