Posts Tagged ‘pseudo-sceptycyzm’
Pseudo-sceptycy wciąż w żałosnym natarciu [czyli "Psion dealing with sceptic - a guide-to]
Jak to ujął kiedyś Tass – “jesteśmy starej daty” lol. Chodzi tutaj o podejście do sceptycyzmu. Bowiem wyróżniamy dwa rodzaje sceptycyzmu – ten zdrowy “sceptycyzm” i ten chory “pseudo-sceptycyzm”.
Sceptykiem jest osoba, która nie wie, czym jest prawda – a raczej nie wie, co jest prawdą. Czyta, szuka, bada, doświadcza i robi to wszystko tylko po to, aby wyrobić swoje własne zdanie w zdrowy sposób. Nie przyjmuje z góry danego założenia, że coś jest prawdą albo kłamstwem. Zdrowy sceptycyzm objawia się właśnie dążeniem do prawdy.
Pseudo-sceptyk to natomiast osoba, która już sobie ustaliła, co jest prawdą. Niestety, nie zrobiła tego metodą prób i błędów, eksperymentów i doświadczeń. Po prostu wstała rano i powiedziała sobie “to będzie prawdą, a to będzie kłamstwem”. Co więcej, postawiła sobie za cel przekonywanie innych ludzi do swoich racji. Pseudo-sceptycyzm to inaczej sceptycyzm fanatyczny.
Co do psioniki jest jeszcze jedno podejście – fanatyczne. Tzn. dana osoba bez eksperymentów ustaliła sobie, że psionika jest prawdą i nie potrzeba dowodów, bo jest prawdą i basta.
Ani podejście drugie, ani trzecie nie jest podejściem zdrowym. Jest raczej (albo napewno) podejściem chorym. Tylko prawdziwy sceptyk jest w stanie osiągnąć sukces w psionice. Zdziwieni? Już tłumaczę dlaczego tak jest…
Sceptyk dowie się o psionice, poczyta na ten temat, spróbuje swoich sił i nie zniechęci się po kilku nieudanych próbach. Nie zniechęci się też słysząc swoich pseudo-sceptycznych kolegów twierdzących, że oszalał. Uporczywie będzie dążył do poznania prawdy, ostatecznie ucząc się zdolności i udowadniając sobie samemu realność zjawiska psioniki. Nawet jeśli na tym skończy swoja przygodę z psi, to będzie zadowolony, bo metodą prób i błędów sam doszedł do prawdy.
Fanatyk jak to fanatyk – uwierzy bez dowodów i jeszcze będzie szerzył swoje racje. Pseudo-sceptyk to natomiast ciekawy przypadek. Ma wyrobione zdanie – bez dowodów, bez eksperymentów, bez niczego jest w stanie powiedzieć, co jest prawdą a co kłamstwem (niesamowita zdolność, gdybym ja tak umiał lol). Gdzie się tylko da będzie próbował wmawiać ludziom swoje racje i przekonania – oczywiście jedynym dowodem dla niego na nieistnienie danego zjawiska będzie lakoniczne stwierdzenie “nie ma dowodów na realność tego zjawiska”. Czyli jakby nie było nie jest w stanie potwierdzić, że coś jest kłamstwem. Najgorszym jest to, że cały czas będzie żądał dowodów na nasze teorie, samemu nie potrafiąc przedstawić czegokolwiek na poparcie swoich twierdzeń.
Będzie żądał potwierdzenia naszych potwierdzeń, będzie zbyt leniwy aby samemu czegoś poszukać, wciąż będzie potwarzał, że nie ma dowodów, będzie żądał testów, dowodów przy okazji twierdząc, że nie ma dowodów i… No, rozumiecie już :).
Co może zrobić w takiej sytuacji psionik? Zignorować :). Niestety, taka jest prawda, z pseudo-sceptykiem się nie wygra. Można na początku powiedzieć mu, aby zmienił swoje nastawienie (choć to niewiele zmieni) i zostawić go ze swoimi przekonaniami, bo niczego poza tym się zrobić nie da. Jeśli zażada dowodów, należy go olać, jeśli będzie się awanturował, należy go zignorować. I to jest najskuteczniejsza technika.
Dlaczego o tym napisałem? Zaglądnąłem kilkanaście minut temu na paranormalne.pl, gdzie cały czas toczy się bój – a raczej pseudosceptycy toczą bój. Od lat to samo, bez zmiany. Doszedłem więc do wniosku, że warto by o tym napisać, kończąc wyjątkowo płytkim, ale jednocześnie wymownym zdaniem: “Pseudosceptycy wszystkich krajów – gońcie się!”
